Pan Tusk wyrwał ostatnio jak filip z konopi ze zmianami w konstytucji. Zaproponował on skupienie władzy w ręku premiera i utworzenie urzędu Prezydenta jako pociesznej maskotki wręczającej ordery. Czyli w skrócie - dyktatura Sejmu - kwintesencja demokracji. Tymczasem na skrajnej prawicy (skrajna prawica to nie jest ta banda durniów zamawiająca 5 piw) konserwatyści proponują monarchię - jako panaceum na całe zło tego świata.

Różne środowiska różnie wnioskują - od likwidacji wszelkich pozostałych organów, po skupienie wokół króla Sejmu i Senatu. W każdym razie - mowa jest o monarsze jako suwerenie - czyli źródle władzy od którego pozostała władza pochodzi - czyli monarchii absolutnej. To znaczy - nie jest to monarchia w niektórych przypadkach stricte absolutna, jednak nie ma to większego znaczenia - problem bowiem nazywa się: władza stojąca ponad prawem.

Problemem demokracji jest fakt, iż w demokracji państwo prawa nie ma warunków do istnienia. Istnieje bowiem taka o sobie np. konstytucja czy ustawa - która czegoś tam dla ludu zabrania - np. przymusowe ubezpieczenie zdrowotne. No ale że wiadomo - służba zdrowia to jest świetna okazja żeby się nachapać - więc zaraz się znajdzie banda cwaniaków głosząca konieczność ratowania umierającej biedoty i solidaryzmu społecznego - i wystarczy przekonać 50% GŁOSUJĄCYCH (na polskie warunki: 20% ogółu) żeby móc swoje brednie wprowadzać. Nie zapyta nikt o zdanie mniejszości - bo ich przegłosowano - i narzuci im się "swoją wolę". W ten sposób można zrobić nacjonalizację i rozstrzelać "kułaków i burżujów". Prawo bowiem - jest podległe dla ludu - czyli lud je może zmieniać dowolnie. Pytanie brzmi - czy w monarchii proponowanej przez konserwatystów będzie inaczej?

Odpowiedź brzmi - szansa jest - ale gwarancji nie ma żadnych, nie ma też żadnych że nie będzie gorzej. Tutaj bowiem widzimy znowu skupienia prawa w ręku władzy - nie na odwrót. Jeżeli monarcha będzie miał wpływ na prawo - niczym to się nie będzie różnić od tłumu rozwścieczonych związkowców palących opony czy uśmiechającego się premiera Tuska. Problemem bowiem nie jest, jak się konserwatystom wydaje 30 milionowość suwerena, a to w jaki sposób suweren wpływa na prawo. 

Problemem jest to, że istnieją dwie grupy - beneficjenci i płatnicy podatków (czyli - lud i elity). Demokracja - daje dyktat tym pierwszym. Formy republiki z XIX w - dawały dyktat tym drugim, co powodowało niemożność rotacji elit - i w konsekwencji dojście socjalistów do władzy. Król także może realizować przy pomocy prawa swoje partykularne interesy. Co więc robić?

Należy ustanowić taki ustrój, który uniemożliwia wprowadzenie jakichkolwiek zmian prawnych bez szerokiego porozumienia obydwu zwaśnionych grup przy bezstronnym arbitrażu. Oznacza to nie mniej nie więcej jak stworzenie powszechnego Sejmu i elitarnego Senatu - gdzie obie izby są sobie równe i głowy państwa dysponującej prawem weta, które mogą obie izby w porozumieniu obalić. Żeby ustanowić nowe prawo - musiałyby się Sejm z Senatem dogadać - i jeszcze dogodzić głowie państwa. W konsekwencji - mielibysmy ustrój zbliżony do USA.

No właśnie - ale w USA jednak socjalizm zapanował. I właśnie jednym z głównych powodów tego socjalizmu u Amerykanów jest wybieralność głowy państwa - w proponowanym przeze mnie systemie nie ma sprawiedliwego sposobu na wybór prezydenta. Uważam więc że należy skupić pełnię władzy wykonawczej z możliwością veta - w ręku monarchy. Ale nie absolutnego - a konstytucyjnego, który nie mógłby narzucić swojej wizji poddanym. Dla przykładu - takie pojmowanie monarchii występuje w Liechtensteinie. I co, źle im tam? 

PS: Przypominam o akcji WiP! Pokażmy Unii gdzie jej miejsce!