Dziś porozmawiamy o najniebezpieczniejszym narzędziu, jakie ludzkość wyprodukowała. Nie chodzi o bombę atomową, machinę propagandową czy policję polityczną. Chodzi o kredyt.
Kredyt to rzecz która dotyczy obecnie sporej części Europejczyków. Gospodarstwa domowe w Polsce winne są bankom 530 mld złotych. Zadłużają się wszyscy na wszystko – biznesmeni, hydraulicy, studenci i emeryci. I ciągle jest mało! Postulat „zwiększenia dostępu do kredytów”, czyli, z lewicowego na ludzkie – przejęcia przez rząd podatnika spłaty odsetek to jeden z głównych postulatów wszelkiej maści socjalistów. Żeby ukazać jego szkodliwość, należy sięgnąć do podstaw – czyli zrozumienia czym jest kredyt i kiedy jest pożyteczny, a kiedy zły.

Kredyt dobry

Można swobodnie powiedzieć, że zdrowy kredyt jest jednym z głównych filarów wolnego rynku. W swej pierwotnej, dobrej postaci stanowił użyczenie kapitału, w zamian za udział w zyskach. Dokładnie tak – odsetki nie powinny być traktowane jako kara czy jakieś dodatkowe obciążenie, a jako dola odpalana dla banku w zamian za korzystanie z jego pieniędzy. Z powyższego jasno wynika, że kredytobiorca musi mieć z uzyskanego kapitału zysk większy, niż płacone odsetki. A to oznacza, że i bank musi się dobrze zastanowić, komu dać te pieniądze – czyli właściwie ocenić zdolność kredytową petenta. I tak, jeżeli przychodzi młody, zdolny z pomysłem na biznes i potrzeba mu pieniędzy – to ma większą zdolność kredytową niż gołodupiec po 60-tce, chcący kasy na wczasy. Ktoś kiedyś powiedział (mogę nieco przekręcić), że kredyt to nie coś, co bank nam daje, a coś co już mamy ukryte w naszym potencjale. Bank pomaga nam (w zamian za stosowny udział) ten potencjał jedynie wymienić na twardą walutę. I uważam, że ten ktoś miał rację. (...)

Dalsza część notki na Xsior blog.